1. Noś kamizelkę asekuracyjną
Na początek ciekawostka – czy mówi Wam coś słowo „kapok?” Na pewno, przecież kapok to potoczne określenie kamizelki ratunkowej. Ciekawe jest jego pochodzenie. Otóż kapok to nazwa włókna pozyskiwanego z nasion drzewa puchowca pięciopręcikowego (nazywanego też drzewem kapokowym) rosnącego w Indonezji oraz Indiach. Zanim w przemyśle do użytku codziennego weszły pianki z tworzyw sztucznych, używano ich między innymi do wypełniania różnego rodzaju środków pływających, jak koła czy kamizelki ratunkowe. Dlatego do dziś potocznie na kamizelkę ratunkową czy asekuracyjną mówimy kapok.
Polecam, zachęcam i proszę – zakładajcie kamizelki podczas spływu kajakiem. Utopić można się w przysłowiowej łyżce wody i nie należy bagatelizować pod tym względem żadnego akwenu. Poza oczywistą funkcją, czyli asekuracją na wypadek wpadnięcia do wody, kamizelka ma kilka innych zalet:
Chroni przed zimnem – mało kto o tym myśli, ale tak jest. W kamizelce jest po prostu cieplej. Po kabinie, zamoczeniu, w deszczu, w chłodniejszy dzień – gruby kawałek pianki na plecach i piersi całkiem skutecznie zabezpiecza przed wychłodzeniem.
Chroni przed siniakami – kto nie zaliczył ciosu wiosłem albo bliskiego spotkania z sąsiednim kajakiem, ten nie doceni. Ja miałem okazję przekonać się o tym wielokrotnie na własnej skórze. Raz nawet z dużą siłą wpadłem na wystającą ostrą gałąź, która gdyby nie kamizelka, zatrzymałaby się na moich żebrach.
Należy też pamiętać o tym, że tylko prawidłowo dobrana i założona kamizelka spełnia swoje zadanie. Zacznijmy może od tego, że kamizelka asekuracyjna to nie to samo co kamizelka ratunkowa – ale o tym w osobnym artykule. Najważniejsza różnica to ta, że kamizelka asekuracyjna jest dla osób potrafiących pływać a ratunkowa dla tych, które pływać nie potrafią. Na przykład dla dzieci. Jedna i druga powinna być dobrana do wagi użytkownika i solidnie zapięta. Wiele kamizelek posiada pasek krokowy, często nazywany stringiem – kluczowy dla prawidłowego działania. Dzięki niemu, kiedy wpadniemy do wody kamizelka pozostanie na swoim miejscu. W innym wypadku bardzo łatwo się zsunie z pleców na głowę!
2. Nie pij alkoholu
To wydaje się tak oczywiste, że nie byłoby o czym pisać, a jednak. Alkohol to nadal częsty gość na polskich wodach. Pod różną postacią, w tym także niestety tą 40-procentową, ale alkohol to alkohol i pod każdą postacią na wodzie mówimy mu stanowcze NIE!
Nawet nie wiem od czego zacząć argumentację, ale spróbujmy:
Alkohol odurza, znieczula i zaburza ocenę sytuacji. Nawet niewielka dawka, która nie wywołuje widocznych zmian w zachowaniu, wpływa na ograniczenie sprawności układu nerwowego. W dużym skrócie: gorzej widzimy, wolniej reagujemy i spada ogólna precyzja naszych ruchów. Wszystko to, co jest dość istotne w kierowaniu kajakiem, a w sytuacji wpadnięcia do wody może stać się śmiertelnie niebezpieczne!
Alkohol nie rozgrzewa. Obalmy ten powtarzany wkoło mit. Alkohol podnosi ciśnienie krwi i dlatego niewielka dawka może dać poczucie rozgrzewania organizmu, ale tylko na chwilę. Jeśli nie ogrzejemy się w inny sposób, to po chwili nastąpi wychłodzenie i będzie nam jeszcze zimniej niż było.
Alkohol rozrzedza krew. Jeśli skaleczycie się będąc pod wpływem alkoholu, będziecie krwawić mocniej. Draśnięcie w palec to może nic takiego, ale już rozcięta głowa może okazać się poważnym problemem. Rozcięta głowa na spływie?! Wierzcie mi, widziałem różne rzeczy.
Za pływanie kajakiem i innym sprzętem wodnym po alkoholu grozi mandat do 500zł!
Jeśli jednak przy okazji komuś stanie się krzywda, prawo przewiduje o wiele poważniejsze konsekwencje.
3. Nie pływaj samotnie
Samotne przemierzanie pustej rzeki, cisza, spokój, przyroda i nikogo wokół. To kusząca wizja. Sam wielokrotnie myślałem o takiej wyprawie ale na myśleniu się skończyło. I dobrze.
Samotność w kajaku może być zgubna w sytuacjach zagrożenia. Utrata przytomności, zasłabnięcie, złamanie lub inne uszkodzenie ciała uniemożliwiające samodzielne poruszanie się, zaczepienie o jakąś przeszkodę – może okazać się śmiertelnie niebezpieczne, jeśli nie będzie obok nas kogoś, kto poda pomocną dłoń. Może w 99% przypadków nic się nie stanie ale chyba nikt nie chciałby znaleźć się w tym szczególnym jednym procencie.
Poza tym, piękno przyrody z jakim mamy do czynienia i wszystkie związane ze spływem wrażenia smakują lepiej w dobrym towarzystwie!
4. Mierz siły na zamiary
Tu znowu mam osobiste doświadczenie, którym warto się podzielić. Na kilka lat przez tym jak wpadłem po uszy w kajakowy świat (a wpadłem tak nagle i tak głęboko, że przez pierwszy rok niemal nie miałem weekendu bez pływania kajakiem) zakończyłem grupowy spływ stwierdzeniem, że nigdy więcej nie wybiorę się na spływ. Dlaczego? Długość trasy okazała się wtedy zdecydowanie ponad moje siły. Podobnie jak wielu innych osób, ale mogę mówić za siebie.
Dlatego polecam dopasować trasę, poziom trudności i czas spływu do swoich możliwości lub do możliwości najsłabszej osoby w grupie. Jak wiemy łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo.
Mit spływu całodniowego. Wiele razy słyszałem „marzy nam się taki spływ na cały dzień, żeby płynąć od rana do wieczora…” Gwarantuję… najczęściej taki plan kończy się rzezią niewiniątek. Na półmetku zacznie się „daleko jeszcze?!” a zakończycie słowami „nigdy więcej!!!” Rekreacyjny spływ trwający do 4 godzin, poprzedzony godziną przygotowań i zakończony 3 godzinami wspólnego odpoczynku przy ognisku na wspólnym przeżywaniu tego co się wydarzyło na rzece – to jest to, czego chcecie. 8 czy 12 godzin wiosłowania złamie nawet najwytrwalszych.
Trudność trasy. Tu także warto się zastanowić. Jeśli na stronie firmy kajakowej lub w przewodniku jest informacja, że ten odcinek rzeki jest dla doświadczonych osób, które niejeden spływ mają za sobą, a Wy pływacie od 5 lat, ale raz w roku i macie za sobą 5 spływów… to nie chodzi o Was. Warto dopytać albo samemu bliżej poznać specyfikę odcinka. Dla jednych trudny odcinek to dużo zakoli, dla innych powalone drzewo na każdym zakręcie i trzy pomiędzy, plus szybki nurt.
5. Apteczka i pierwsza pomoc
Nie myślimy o tym, ale w większości codziennych sytuacji mamy przy sobie lub w pobliżu apteczkę. Chyba każdy ma ją w domu, jest wymagana w samochodzie, w miejscu pracy. W kinie, restauracji i sklepie na pewno też. Mógłbym się rozpisywać, ale wydaje mi się, że to wystarczający argument za tym, by na spływie też mieć apteczkę pod ręką.
Myślę, że zwykła samochodowa apteczka będzie odpowiednia. Sam takiej używam, zarówno na spływach jak i w górach. Koniecznie w wodoszczelnym worku!
Temat pierwszej pomocy przedmedycznej też nie tyczy się tylko kajaków lecz i o tym wspomnę. Warto się edukować. Dla siebie i innych. Najlepiej byłoby oczywiście, gdyby ta wiedza nam się nigdy nie przydała, ale najprawdopodobniej przyda się prędzej czy później.
6. Zadbaj o łączność
Naładowany i zabezpieczony przed wodą telefon to absolutna konieczność. Jeśli wybieracie się na spływ w większej grupie, wtedy przydadzą się dwa – dobrze, jeśli pierwsza i ostatnia osoba mają ze sobą kontakt.
Przyda się, jeśli zajdzie konieczność wybrania numeru 112, ale też w wielu innych sytuacjach. Chociażby po to, żeby dać znać osobom czekającym na mecie, że już mogą rozpalać ognisko ;)
7. Nie bądź obojętny
Marzy mi się, by kajakarze, podobnie jak górscy wędrowcy, zaczęli mówić sobie „Cześć!” na szlaku. Słyszałem kiedyś, że w dawnych czasach, kiedy góry przemierzali pojedynczy samotni wędrowcy, to zawołanie służyło między innymi sprawdzeniu, czy u mijanego właśnie osobnika wszystko jest w porządku. Nawiązując do tego, chciałbym żeby kajakarze zwracali na siebie wzajemnie uwagę.
Napłynąłeś na kajakowy korek? Zamiast krzywo patrzeć na zawalidrogę, udziel kilku wskazówek, pokaż jak pokonać daną przeszkodę. Pomożesz komuś i sobie.
Widzisz kajak z dwójką dorosłych, dzieckiem i butelką wódki na pokładzie? Zareaguj! Zwróć uwagę! Jeśli sytuacja jest skrajnie niebezpieczna, to może nawet warto popłynąć w niedalekiej odległości i obserwować? Może wezwać policję na najbliższy most? Widząc pijanego kierowcę wiozącego dzieci, każdy z nas na pewno by zareagował. Dlaczego zatem nie reagować na rzece?
Udziel pomocy! Choć brzmi poważnie to mam tu na myśli proste rzeczy. Widząc na rzece kabinę wystarczy krótko zapytać czy wszystko w porządku. Dać plaster komuś, kto się skaleczył, lub nawet założyć opatrunek, jeśli tego wymaga sytuacja. Oddać folię NRC komuś, kto w chłodny dzień zaliczył 4 kabiny i płynie w t-shircie. Tak, to też jest pomoc.
Bądź po prostu otwarty na innych – możesz w ten sposób tylko zyskać. Może komuś pomóc, a może poznać kogoś ciekawego.
